Edyta Gorniak - Find Me

sobota, 5 lutego 2011

"Usuń ze znajomych"

Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad tym, czy świat realny i świat cyber istnieją równolegle obok siebie? A może się wzajemnie przenikają? Może to co dzieje się w świecie cyber ma swe konsekwencje w świecie real ? Czy coś co miało miejsce, trwało i istniało wiele lat może zakończyć się w świecie cyber?

Refleksja ta przyszła mi do głowy, gdy ostatnio na jednym z serwisów społecznościowych patrząc w swój profil, okazało się, że bliska mi (chyba do niedawna niestety) osoba "skasowała mnie ze swoich znajomych". Mówiąc o świecie cyber mam na myśli nie tylko internet ale wszelkie inne urządzenia pozwalające ludziom się komunikować na odległość bez potrzeby bycia razem "tu i teraz".
Zdarzyło się tak kiedyś, że jedni Państwo obrazili innych Państwa. Nie ma co nad tym dywagować – tak się czasem zdarza. Zapadła cisza, minęło trochę czasu i już by się zdawać mogło, że wszystko wróciło do normy a tu nagle okazuje się, że sytuacja wygląda tak:
Obraziłem się...obraziłam się i.... milczymy.

Sprawa dotyczy ludzi, którzy znali się lat wiele, sporo razem przezyli i zapewniali się zawsze o dozgonnej przyjaźni.

Następnie dochodzi do spotkania zwaśnionych stron. Jedna z osób udaje, że tej drugiej w ogóle nie widzi i zupełnie ignoruje jej obecność.
Czy to jest naturalne zachowanie dorosłych ludzi? Prawie trzydziestolatków? Osoby biorące udział w tej dziwnej sytuacji do najgłupszych nie należą  wszystko to się kończy (oczywiście bez słowa zamienionego twarzą w twarz) "wykasowaniem ze znajomych".

I co teraz? Czy to znaczy ze juz nagle mnie nie ma? Ze nie istnieję? A może gdyby istniał magiczny pilocik służący da zamieniania wybranych ludzi w nicość, to w taką nicość ten ktoś by mnie zamienił? Mam zniknąć?

Ludzie kończą związki, zrywają ze sobą za pomocą smsa czy maila. Nie patrzą sobie w twarz tylko naciskają guziczek "wyślij". A moża gdyby telefon dawał nam opcję "wyślij kogos na księzyc" to tez z takiej opcji gotowi bylibyśmy korzystać?
Dlaczego zamiast świata cyber nie potrafimy spojrzeć sobie w oczy i porozmawiać w świecie real? Co jest tego powodem? Strach, niepewność, czy urazona duma???? Czy przekonanie o własnej dumie, wyższości i nieomylności jest powodem tak wielkim aby poświęcić wieloletnią znajomość? A może obawa przed tym, że niewidzialna kryształowa korona spadnie z głowy i rozsypie się po potoczeniu się po podłodze w drobny mak, jeżeli przyjmie się wyciągniętą rękę przyjaciela? Do jasnej Anielki, niech ktoś pomoże mi to zrozumieć, bo może mój umysł jest zbyt malutki aby móc to pojąć….

Na dodatek jeżeli nic z tej kruchej przyjaźni, która uległa uszczerbieniu nie da się naprawić, to chyba lepiej i zdrowiej dla umysłu i psychiki jest komuś wygarnąć prosto w oczy co się czuje, dlaczego to boli i skąd się bierze tak wielkie poczucie skrzywdzenia… a potem można założyć palto, wziąć do ręki parasol i wyjść mając przynajmniej w sercu jasność sytuacji, że to już koniec…. Ale przynajmniej taka jasność wtedy istnieje…

Nie umiem w sobie nosić długo urazy wobec ludzi bliskich. Takie czynniki jak czas, czy intensywność znajomości, a takze wspolnie spedzone chwile są dla mnie czymś, o czym łatwo zapomnieć nie potrafię.

Dlatego nie rozumiem i nię godzę się na to, aby znajomości czy relacje okreslane mianem przyjaźni konczyć za pomocą przycisku "Usuń ze znajomych".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz