Edyta Gorniak - Find Me

wtorek, 30 listopada 2010

Top model. Zostań modelką.

     

Tap Madll a raczej Top Porno, bo taką nazwę powinien nosić ten program. Zdradza nam jak szybko i za ile można pokazać wszystko. Mogliśmy przekonać się o tym, już w pierwszym odcinku Tap Madll. Program jednak okazał się bardzo niskich lotów. Przedstawił modelki jako ciekawy gatunek ludzki. Jeśli chce się zrobić karierę, a nie umie się nic, Tap Madll proponuje modeling. Dziewczyny na potencjalne top modelki nawet nie były ładne, nie posiadały pięknego ciała! Dziewczyny wyglądały jak faceci w damskich ciuszkach. Na ile kobieca może być dziewczyna, która ma 185 cm wzrostu, jest szeroka w barach, wąska w pupie i posiada mały zarodek piersi. Kandydatki na tap madll koniecznie muszą być szczupłe. W związku z tym modelki muszą żywić się wacikami nasączonymi sokiem lub wodą. To nie żart, tak żywią się tap madell.
Wszystko to czego nie posiadasz załatwi za Ciebie Photoshop. To chyba całe przesłanie tego programu. Jesteś nijaka, nie masz osobowości, nie posiadasz talentu, jesteś pusta, zostań top modelką! I tak rzesze próżnych dziewczyn w całej Polsce uwierzyło, że mogą zostać tap madll. Przykład Dżołany oddziaływał nań przez ekran telewizora codziennie. Polka, która zaszła tak daleko. Jej największym osiągnięciem, jest chyba to, że przemierzyła ocean wraz z rodzicami. Co pokazała Dżołana oprócz piersi przysłoniętych krzyżem? Swoim przykładem udowadnia, że tap madll może być nijaka, sztuczna i próżna. Jej cudowne, kolagenowe usta i twarz pełna jadu kiełbasianego, potocznie zwanego botoksem, oraz piersi naturalnie silikonowe mówią: Ty też po przeróbkach możesz być piekna! Musisz tylko na nie wcześniej zarobić pokazując to i owo. Tabuny dziewczyn uwierzyły, że mogą zostać drugą Dżołanką czy też Anją Rubik.
Tak na marginesie, czy ktoś wie jak wygląda naprawdę Anja Rubik? Jej twarz i ciało na zdjęciach wygląda za każdym razem inaczej, w zależności od ilości przeróbek w fotoshopie. Raz ją pogrubiają, raz jej coś dodają, w wywiadach mówi że jest kameleonem. Widziałam raz z nią wywiad i nie mogłam uwierzyć, że to ta sama osoba co na fotosach!!! Normalnie na ulicy nikt by na nią nie zwrócił uwagi. Ot normalna dziewczyna, jak na moje poczucie piękna wręcz brzydka. Jej ogólny wyraz twarzy nosi swoiste piętno mułka. Nie mam nic do mułka J ani do Ani. Nie rozumiem, czemu kobiety wierzą w to co widzą w czasopismach. Tam nie ma nic prawdziwego, wszyscy są odmłodzeni, wymuskani, sztuczni i wystylizowani. Wierzcie mi, że z każdego brzydactwa da się zrobić boginię. Kwestia makijażu, oświetlenia, stylizacji i odrobiny fotoshopa.
Czy naprawdę co druga dziewczyna chciałaby zostać tap madll? Mam nadzieję, że nie!!! Naturalne środowisko modelek przesiąknięte jest próżnością, naiwnością, wyzbyciem się wstydu i moralności. Za jaką cenę? Za chwilę bycia popularnym? Niestety bycie ładnym jest bardziej trendy niż bycie mądrym! Wiele pustych dziewczątek udaje, że jest modelką i wystawia swoje pół nagie zdjęcia na różnych portalach. Klakiery z ich otoczenia pieją z zachwytu i komentują w stylu: jak pięknie wyglądasz, jesteś taka śliczna, buziaczki, całuski itp. O Boże jaki to żen!!! Nie widziałam komentarza pod takim piknym fotosikiem: jaka jesteś mądra, dobra, dziękujemy za pomoc, jesteś fantastyczną przyjaciółką itp. Stek pustych i fałszywych ehów i ahów, a to budzi mój lęk i obawę o nasze społeczeństwo. Czy tylko uroda się liczy? A co z osobowością, którj te puste dziewczyny nie mają za grosz!!!
Modelki generalnie mają pociąg do kasy i innych korzyści. Liczy się tylko ten, kto może im pomóc w „karierze” i nie będą przebierać w środkach, naprawdę nie przebierają w środkach!!! Wycisną jak cytrynę, rzucą w kąt i jeszcze obcasem wbiją w ziemię. Jedyne co potrafią, to ładnie się uśmiechać, ale co kryje ten uśmiech? Pewnie skrzętnie skrywaną fałszywość i podłość. Mam nadzieję, ze kolejna edycja Tap Madll będzie nosiła nazwę Top Suka!!!

sobota, 27 listopada 2010

Być albo mieć?



 Być albo mieć? O to jest pytanie! Żyjemy w dziwnych czasach, kiedy człowiek człowiekowi wilkiem. I jak tu nie zwariować? Nasuwa mi się fraza z jakże aktualnej nadal piosenki „dziwny jest ten świat”. Uważam, że sobie sami zgotowaliśmy ten los. Dookoła nas zazdrość, nienawiść, ból, cierpienie i śmierć. Dlatego tak uwielbiam świat amerykańskich seriali, gdzie dobro walczy ze złem i najczęściej dobro wygrywa. Każdy myśli tylko o sobie i co tu zrobić, żeby się urządzić w życiu. Młodzi ludzie chcieliby zarabiać krocie! Każdemu życzę spełnienia marzeń, ale jak trzeba być zapatrzonym w siebie, żeby bez doświadczenia, kwalifikacji i znajomości owa wymarzona i wyśniona kwota z czteroma zerami na końcu się ziściła? Trzeba być pewnym siebie i wierzyć we własne siły, ale to jest przerost formy nad treścią. Pójdę dalej, ludzie chcą co raz więcej bez włożenia w to wysiłku. Jednym słowem chcieliby leżeć i pachnieć. Niestety w dobie kryzysu to i owszem można leżeć ale trzeba uważać, żeby nie spleśnieć J Młode pokolenie czeka tylko na to kto i ile mi da. Ile dadzą mi rodzice, ile da mi mój partner, ile da mi mój pracodawca? Ale co oni dają w zamian? Dają bardzo dużo! Po prostu są i żyją. Sądzę, że to stanowczo za mało!
Ja wybrałam inną drogę, nie czekam na innych co mogą mi dać tylko sama daję z siebie tyle ile mogę i ile mam. Pomagam dobrym słowem, pomogę załatwić pracę i pożyczę pieniądze. Mam taką maksymę, pożycz komuś pieniądze a zobaczysz jakim jest człowiekiem. Taki test jest bardzo dobry i skuteczny ale trzeba uważać! Można pożyczyć tylko tyle, ile można ewentualnie stracić, żeby później nie żałować. Musimy zrobić swego rodzaju wycenę J Moje inne życiowe motto przejęłam od mojej ukochanej przyjaciółki Mirandy, która bardzo wiele pomogła mi w życiu. Miranda uważa, że dobre uczynki przekazuje się i łączą się łańcuchem miłości. Ja pomagam np. Mirkowi, a Mirek pomaga Kasi, Kasia pomaga Zuzi i w taki sposób przekazujemy łańcuch miłości dalej.
A może lepiej mieć? No i co mi z tego posiadania? Mogę mieć piękną willę, ale może być ona pusta, bez śmiechu dzieci, bez przyjaciół i bez miłości. Po cóż mi super samochód jeśli nie będę miała nim kogo wozić. Po co mi kilka milionów na koncie jak i tak umrę w samotności. Pieniądze szczęścia nie dają, ułatwiają tylko życie i pozwalają pomagać innym.
Czasami mam dylemat, czy warto być dobrym człowiekiem i pomagać? Wiele razy dostałam po twarzy od życia a ja nadal nastawiam drugi policzek i zawsze jestem chętna i skłonna pomagać innym. Myślę, że najważniejsze w „byciu” jest bezinteresowność i czystość intencji. Zawsze staram się wyjść innym naprzeciw i sama proponuję pomoc, żeby inni nie musieli czuć się źle prosząc o nią. Może ktoś sobie myśleć, że leczę w ten sposób siebie, ale to mnie w ogóle nie interesuje, bo ja sama wiem, co mną kieruje. Mam wielkie wsparcie w moim facecie, który jest cudownym człowiekiem i udowadnia mi każdego dnia, że takich wspaniałych ludzi jest już nie wiele. W jego oczach widzę nagrodę za „bycie” i to mnie utwierdza, że jednak lepiej „być” niż mieć!

czwartek, 25 listopada 2010

Zapotrzebowanie na teatr


        Nikogo nie zdziwi jeżeli stwierdzę, że dziś teatr i spędzanie w nim wolnego czasu nie jest najpopularniejszą formą rozrywki. Kiedyś i owszem, do teatru chadzano częściej i chętniej ale też nie znowu był dla wszystkich z powodu cen biletów. Tak więc teatr od zawsze był okupowany przez elity, kiedyś finansowe a dziś umysłowe.

       Częściej wybieramy kino niż „żywego” aktora. W dodatku jeżeli już kupujemy bilet na film, to najczęściej jest to miejsce w multipleksie, zapominając o mniejszych kinach, które częściej serwują interesujące i awangardowe filmy. Zostańmy chwilowo przy tej tematyce i zajrzyjmy na nasze podwórko. Film Jerzego Skolimowskiego sprzed dwóch lat, a mianowicie „Cztery noce z Anną”, przemknął bez echa. Rewelacyjnie przyjęty na festiwalu w Cannes, laureat Orła i Złotego Lwa, został nie zauważony przez szerszą publiczność. Ze względu na to, że główną rolę grał w nim znany olsztyńskiej publiczności aktor teatralny Artur Steranko, miałam nadzieję że w stolicy Warmii i Mazur, zostanie lepiej rozpropagowany. Wręcz przeciwnie… Stało się zupełnie inaczej.
Wracając jednak do głównego tematu, świadomie stwierdzam, że do oglądania sztuk teatralnych najbardziej zniechęcają szkoły… Tak właśnie szkoły, prowadząc stada na długie i często, ciężko strawne dla młodego widza spektakle, najczęściej lektury szkolne. Oczywiście niektóre jednostki, nawet na najciekawszym, najzabawniejszym lub przeciwnie, najbardziej wzruszającym przedstawieniu i tak wolą robić z siebie błazna lub dłubać w nosie, zagryzając wszystko kanapką lub chipsami. Moja dywagacja jednak dotyczy bardziej społecznych ludzi. Jednak i z nich, tylko najwytrwalsi, na własną rękę poznają czym naprawdę jest teatr i co ma do zaprezentowania.


    Najczęściej kojarzony ze średniowiecznymi kostiumami, niezrozumiałymi tekstami teatr wychodzi naprzeciw publiczności. W swojej ofercie ma i te tradycyjne szekspirowskie sztuki i teksty współczesnych młodych twórców, którzy dotykają w nich, głosem aktora, dzisiejszych problemów. A aktor ma tylko jedną próbę na zaprezentowanie nam wizji reżysera. W teatrze nie ma dubli, nie ma poprawek, wszystko dzieje się tu i teraz. Nudne, sztampowe przedstawienia odeszły dawno do lamusa. Twórcy teatralni zastanawiają się jak przyciągnąć widza, a starania nie idą na marne. Repertuar teatru jest bogaty i jest w czym wybierać. Problem w tym, że już sam repertuar często to lektura zbyt ciężka lub straszna. Może być też tak, że jakimś cudem nie ma możliwości znalezienia tych kliku kartek papieru, wiadomo przecież, że zazwyczaj są schowane pod ladami w sklepie lub na zapleczu biblioteki albo w szkolnym koncie za gigantycznym kwiatem.

       Jest jednak nadzieja, a raczej pewność, że teatr nie umrze śmiercią naturalną. Są ludzie którzy z niecierpliwością czekają na trzeci dzwonek i przyciemnienie świateł. W skupieniu śledzą losy bohaterów. Ci którzy odważyli się dobrowolnie udać do teatru, na pewno wracają tam znowu aby poczuć tę niesamowitą atmosferę. Jeżeli ktoś uważa inaczej trudno, wojować nie mam zamiaru… Czasami warto najpierw poznać to na co tak narzekamy a dopiero później wyrażać opinię.

niedziela, 31 października 2010

Kto to?


Uchodzę w towarzystwie za osobę oschłą, tajemniczą, nieśmiałą, spokojną… . Moi bliscy myślą o mnie – gniewna , niespokojna, silna lub słaba. Ja o sobie myślę wiele i ciężko powiedzieć jak jest naprawdę. Na pewno jestem uparta, ale poddaję się też szybko. Na sto procent spokojna, gdy śpię , być może. Pedantka na pół etatu i w pięćdziesięciu procentach silna, ani śmiała, ani nieśmiała, tajemnicza i wylewna. Chmurna gdy nie ma słońca, wesoła gdy nikt nie patrzy. Dla jednych oschła, dla innych ciepła jak piec i zawsze jaka, a jaka nigdy – wierna, cierpliwa, niewierna? Wykapany ojciec, chodząca kopia matki, identyczna jak babcia.
Aż grzech nie zamknąć się, w której z szuflad i ometkować jak produkt w Tesco. Mieć datę ważności i datę produkcji, skład i zastosowanie. Stać w szeregu gdzieś obok innych kobiet bliżej tych młodszych duchem niż ciałem, tych bez męża i bez dzieci. W nowym opakowaniu kiedyś z dopiskiem stara panna teraz kobieta wyzwolona, jakoby te dawne kobiety nie miały wyboru, a współczesne są świadome, lepsze. Te stare zawstydzone ze spuszczonymi oczami, łagodne , grzeczne, uprzejme. Te dzisiaj z zadartym noskiem, dumne i butne z rozchylonymi wargami- sztucznie zdziecinniałe bez oznak starości. Gdzieś stać między lalkami a ołowianymi żołnierzami. W koronkowych rajstopach i w batalistycznym stroju. Dzierżyć w jednej ręce torebkę w drugiej karabin. Z błogim matczynym spojrzeniem, filuternym uśmiechem dziewczynki i z pazurami.
Jestem taka jaką chce być w danej chwili, w zależności od sytuacji w zależności do kogo. Ulepiona z przeszłości z cierpienia i siły babci, obserwująca przeobrażenia własnej matki. Podobna do tej z wczoraj i do tej jutro, ale już nie taka sama co miesiąc temu, nigdy taka sama.

sobota, 30 października 2010

Mężem i żoną

Mężem i żoną
I ślubuję Ci miłość , wierność i że Cię nie opuszczę… etc.
Łona temu win na, łona temu win na pooocałować go po win na !...
Cały rok przygotowań, wybór sali, kwiatów , druhen, sukni, menu. W tym wielkim dniu powtarzane za szamanem słowa przysięgi – w biedzie, chorobie, dopóki śmierć nas nie rozłączy. Przaśne przyśpiewki prosto z ust spoconych, czerwonych z przepicia twarzy gości weselnych. Każda panna młoda w białej koronkowej sukni jak marzanna rzucana do rzeki. Każdy pan młody we fraku jak strach na wróble wystawiany na łysym polu. Mnóstwo utajonych przekazów, że przez życie lepiej razem niż osobno; że czas się już żenić, wyjść za mąż, bo tak trzeba.
Czasem ze ślubu zostają tylko zdjęcia i gorzki smak porażki. Bo grzeczne dziewczynki z dobrego domu czują się jeszcze bardziej grzeczne gdy wykręcają się od seksu z mężem bólem głowy. Bo chłopcy po ślubie milkną i biorą dwa etaty żeby być odpowiedzialnymi głowami rodziny.
-Takie jest życie, a Ty jemu głowy głupotami nie zawracaj bo ciężko pracuje – mówi babcia.
Za zakończenie kolejnego związku bierze pieniądze pan w sukience , tym razem w todze. Kroi się tym razem mieszkanie nie tort na części i przelicza brak jej orgazmów na opony zimowe ich auta. Jej wirtualnego przyjaciela, spotkanego na naszej klasie na narzutę , którą dostali prezencie ślubnym. Przywleczone do sądu jego brudne skarpety , jej włosy w umywalce i jakaś szminka na kołnierzu jego służbowej koszuli. W kancelarii proponują rabacik w zamian za rozstanie za porozumieniem stron. Wówczas powtarza się rodzinie wspólną wersję wydarzeń o tym jak to się dwie osoby nie dobrały charakterologicznie … i koniec!
Dziś nikt nie zwraca uwagi na kolejny rozbity związek, jak szklanka w sklepie z porcelaną, nie pierwsza i nie ostatnia. Nikt młodym ludziom , nie mówi jak lepiej żyć razem. Powtarzane są wciąż od nowa błędy z pokolenia na pokolenie jak klątwa, okraszone dodatkowo nowymi trendami o wolności, prywatności, przestrzeni mojej twojej. Razem czy osobno, osobno ale wspólnie - czyli jak?
Uważam odejście od drugiej osoby jako naturalne prawo wolnego człowieka, który nie godzi się na byle co. Z rozwodem czasem bywa tak jak z samobójstwem, to co dla jednych jest aktem odwagi dla innych jest tchórzostwem.

środa, 27 października 2010

Matki, żony i kochanki…

Mężczyźni prawa wyborcze mieli zapewnione od zawsze. Od starożytności po dziś dzień wolno im było więcej a ich lista praw naturalnych wydaje się być powiększona o kilka pozycji. Jak stwierdziła Izabela Jaruga-Nowacka, kobietom praw wyborczych nikt nie podarował. Od początku płeć piękna i uważana za słabszą musiała walczyć o swoje. Sufrażystki wychodziły na ulice, domagając się możliwości głosu. Gdy mężczyźni byli na froncie podczas wojny to kobiety musiały zajmować się domem, dziećmi, gospodarstwem. Musiały opanować wiele umiejętności zarezerwowanych przez mężczyzn dla mężczyzn. Dlaczego więc nie mogły mieć wpływu na kluczowe decyzje dotyczące państwa?
Od praw wyborczych zaczęła się walka o równouprawnienie. Walka która trwa do dzisiaj i często spychana jest na margines. Feminizm, bo tak nazywa się ruch społeczny walczący o równouprawnienie, postrzegany jest jak wymysł znudzonych kobiet, które i tak osiągnęły już wszystko co im się należało. Feministki to dla większości grupa rozwrzeszczanych bab, które pikietują pod siedzibami znienawidzonych mężczyzn. Wszystkie ich działania są bezcelowe a wręcz, można by rzecz zbyt radykalne.

Łatwo jest krytykować coś, czego się nie zna i nie rozumie. Kto wie jakie są postulaty walczących i kto wie że w Polsce jest już siódma fala feminizmu...? Nie jestem zwolenniczką radykalnego feminizmu i tak zgadzam się że żyjemy w wolnym państwie. Demokracja daje każdemu możliwość osiągnięcia tego co chce jeżeli ciężko pracuje i ma w sobie chociaż odrobinę ambicji bez względu na płeć. Żyjemy jednak w społeczeństwie gdzie głęboko zakorzeniona jest kultura patriarchalna i tu jest problem, gdyż nawet kobiety często nie zagłosują na kobiety ponieważ większym zaufaniem darzą panów. To oni od wieków dzierżyli insygnia władzy. Wyższe stanowiska są jakby zarezerwowane dla mężczyzn. Kobiet z wykształceniem wyższym jest więcej, ale po skończeniu studiów znikają one niczym kamfora, ustępując miejsca kolegom.

Od zawsze nurtowała mnie sprawa rozwodów i poglądu kościoła na tę sytuację. Próbowałam dowiedzieć się od księdza prowadzącego zajęcia w liceum jak to możliwe że chociaż mąż bije żonę, ona ma wiernie trwać przy jego boku. Dlaczego kościół ma decydować o szczęściu człowieka lub skazywać mimo wszystko na cierpienie? Bo takie są zasady, reguły? Bo kobieta obiecywała że będzie przy swoim wybranku na dobre i na złe, w chorobie i w cierpieniu? A kto jest z nią w jej cierpieniu? Niestety nie dostałam satysfakcjonującej mnie odpowiedzi. Dopiero jakiś czas temu, trafiłam na artykuł w jednym z czasopism, który opowiadał o zakonnicach, a raczej o kobietach które są zakonnicami. Jedna z sióstr pomagała maltretowanym kobietom i namawiała je do zostawienia ich katów. Zgodnie z nauką Kościoła, powiedziała że trzeba być przy drugiej osobie ale przede wszystkim trzeba ratować siebie, swoje życie i godność…
Kobieta ma przede wszystkim być kobietą, nikt nie twierdzi że lepiej jak wcieli się w rolę terminatora. Może być delikatna i wrażliwa ale może też chcieć zmian. Zmian które mimo wszystko są potrzebne, a przede wszystkich tych, w mentalności społeczeństwa i sposobie postrzegania kobiety we współczesnym świecie.

Schizofrenia polskiego katolicyzmu


Gdy przejeżdżam przez nasz kraj nie widziałem jeszcze miasta gdzie nie byłoby dwóch świątyń : centrum handlowego i kościoła katolickiego.

Mogłoby by się wydawać , że są to dwa różne światy , dwa przeciwległe bieguny , dwie różne powieści. Ale czy na pewno dwóch różnych autorów? Czy to rzeczywiście są dwie różne egzystencje?

Dla mnie jest to pewnego rodzaju rodzeństwo , z dwóch różnych ojców ale z jednego łona , dzięki któremu mogę wepchnąć te dwa twory do jednej rodziny.

Przecież ludzie pielgrzymując tam , robią bardzo podobne rzeczy: zostawiają pieniądze , spotykają sąsiadów , plotkują , leczą swoje dusze, ulegają magii tłumu .

Słyszałem ostatnio o pewnego rodzaju symbiozie , która polega na uzupełnianiu oferty centrum handlowego właśnie o kościół lub chociaż kaplicę. Ciekawy jestem jak wyglądają rozliczenia między nimi , procent z tacy a może symboliczne ‘’bóg zapłać’’ – w końcu po mszy lud i tak śladem ’’ swoich ‘’ zrobi obchód po sklepach , kinach , restauracjach i zostawi resztę srebrników pozostałych po duchowej uczcie.

O ile centra handlowe powstają głównie z chęci zysku i rozprzestrzeniania się globalizacji na świecie.

To z pewnością nie można tego powiedzieć o Kościele , nie można w kręgu naszego zakłamanego społeczeństwa. Ale ja powiem w imieniu swoim.

Dlaczego księża ,cały ten kościół i wszelkie obrzędy z nim związane muszą być tak silnie zdominowane pieniędzmi. Dlaczego w kościele oprócz dźwięku dzwonów słychać dźwięk brudnych monet wrzucanych na tace , przecież cenniki w kościołach to już nic nowego. Czekam tylko na promocje(Pochowaj ojca-matka gratis! Albo Kup ślub u nas chrzciny gratis!)

Dziwi mnie to , że ludzie godzą się na takie traktowanie , nie chcą tego zmienić.

Państwo powinno opodatkować kościół tak samo jak wszelkie świątynie hedonizmu.

Dlaczego jako ateista muszę co niedziele rano słuchać niedzielnej katechezy księdza, który w nachalny sposób zmusza mnie do odbioru jakże ciekawej audycji pełnej ubóstwa horyzontów myślowych jak i środków użytych do ich wyrażenia -wywieszając głośniki na zewnątrz kościoła. Nie wspomnę już o dzwonach o świcie , które jednych budzą do modlitwy innych dla zasady. Przypomina mi się scena z filmu Dzień Świra Marka Koterskiego, którą spróbuje zobrazować poniższym cytatem kiedy to sen głównego bohatera zostaje zakłócony przez pracę robotników:

"Czy panowie muszą tak napierdalać, od bladego świtu?! Że nie podbijam karty na zakładzie o siódmej rano, to już w waszym robolskim mniemaniu muszę być nierobem?! Już możecie inteligentowi jebać po uszach od brzasku! Żeby się czasem kałamarz nie pospał godzinkę dłużej kapkę od was, skoro zasnął dopiero nad ranem! I żeby się kompletnie spalił w blokach już na starcie! Grunt, że, kurwa, inteligent załatwiony na dzień cały! Wrócicie napierdalać jak siądę do pracy!"

Pewnie ja też w chrześcijańskim mniemaniu jestem leniwym bezbożnikiem punktowanym niczym poseł Ziobro przez swojego kolegę Leszka M.

A właśnie skoro już wtrąciłem watek polityczny , dlaczego kościół uczestniczy w sferze polityki , dlaczego wykorzystuje ambonę do organizowania quasi wieców politycznych, dlaczego politycy na to pozwalają, ulegają różnym naciskom episkopatu.

Może obopólne korzyści tej swoistej symbiozy są wstanie to wyjaśnić.

-1-

Nie sposób nie wspomnieć o fenomenie imperium ojca Tadeusza Rydzyka , katolickim głosie Radia Maryja , który trudno nazwać katolickim podobnie jak telewizji Trwam i gazecie Nasz Dziennik.

Prędzej nazwał bym ten głos głosem nienawiści do wszystkich myślących inaczej, głosem antysemityzmu oraz manipulacji ślepych odbiorców , którzy niezdolni są do weryfikacji otrzymywanych przekazów.

W mojej opinii wszystkie środki przesłań i wypowiedzi ojca Tadeusza to zakłamane pojmowanie wiary i wstecznictwo umysłowe połączone z chciwością i pazernością kapłana biznesmena.(jako ciekawostkę dodam , iż na głównej stronie internetowej Radia Maryja podanych jest kilka numerów kont bankowych na które wierni mogą wpłacać duchowo-finansowe wsparcie dla ulubionej stacji.)

Czy te wszystkie katolickie święta są naprawdę takie święte – biesiady , obżarstwo dyskusje o tym o czym w święta nie chce się nawet myśleć. Niech żyją święta: śledź ,ogórek

na zagrychę i do pełna , pod korek..Na szczęście następne już za rok.

Widocznie Bóg tak chciał , miał jakieś ważne powody , żeby tak to wszystko skonstruować.

A może to tylko ludzka interpretacja wiary , która powoduje dewaluację katolickich fundamentów na przestrzeni lat, wydarzeń, cywilizacji…

No bo jak wytłumaczyć bezkarność pedofilów w sutannach , nadużycia finansowe ,skandale obyczajowe , dyskryminacje Żydów i wyszydzanie homoseksualistów przez większość pseudo-pobożników. Czy na tym polega wiara i umiłowanie bliźniego? Bo niestety takie mamy oblicze polskiego katolicyzmu. Bardziej przypomina mi to jakiś chory fanatyzm z nutką schizofrenii.

Kolejnym tematem na jaki chciałbym zwrócić uwagę jest obecność religii w szkołach.

Oczywiście tylko katolickiej , bo przecież w Polsce innej wiary nie ma.

Dlaczego narzuca się młodym ludziom od najmłodszych lat tylko jednego Boga.

Może ja bym chciał poznać różne religie tego świata i mieć jakiś margines wolnego wyboru. Decyzja czy chce w coś wierzyć czy nie powinna wypływać z mojego światopoglądu i wiedzy na temat religii i świata , która z pewnością nie jest dojrzałą decyzją kilkuletniego dziecka.

No ale z drugiej strony z czasem mogłoby być za późno żeby nachalnie wtłoczyć w umysł w miarę dojrzałej osoby zbiór sloganów i zasad jakimi kieruje to wyznanie.

Poza tym czy kościoły muszą istnieć ? Przecież wiara do sfera duchowa a duża większość tych monumentalnych budynków przypomina centra handlowe lub jakieś inne ceglane molochy a nie skromne miejsce kultu. Jeżeli już wierzę w Boga czy potrzebuję pośrednika w tej rozmowie. Chyba , że ma to przypominać jakąś transakcję. Czy musi istnieć materialne odbicie wiary w postaci kościoła? Czy ludzie muszą głodować , umierać , cierpieć… W imię czego ,w imię ofiary czy zapłaty za grzechy.Za jakie grzechy umiera z głodu niewinne dziecko. Jaki to ma sens?

Nie rozumiem tych praw i zasad, a może tu nie ma co zrozumieć. Może to jest zbyt oczywiste. ‘’Kłamstwo nie staje się prawdą tylko dlatego, że wierzy w nie więcej osób.’’

Oscar Wilde (1854-1900)

Może uogólniam wrzucając wszystkich katolików do jednej zagrody. Zagrody baranków bożych.

Może kogoś obrażę swoimi poglądami na temat wiary.

Ale nie nikomu nie narzucam , nikogo nie zmuszam do tego żeby wierzył w to co ja , i tego samego życzę sobie.

-2-

niedziela, 17 października 2010

PIS (Psychopatyczna Idiotów Sekta)

                       PiS (Psychopatyczna Idiotów Sekta)
Żyjemy w dziwnym kraju. Gdybym była poliglotką wymieniłabym ten kraj na inny lepszy, model: Anglię, Hiszpanię lub inny bardziej cywilizowany kraj. Niestety Pan Bóg dał mi urodę, trochę rozumu ale za grosz talentu do języków. Dał mi jeszcze coś ale niekoniecznie jest to talent, z którego można czerpać profity ;)
Wracając do sekty, która ma około 8 mln zwolenników! Nie wiem czy to dużo czy mało, bo do wyborów nie poszła znaczna część naszego społeczeństwa. Dziwię się Polakom, że są takimi ignorantami. Każdy dojrzały i inteligentny człowiek powinien głosować, to fundament demokracji, ale to już temat na osobny felietonik. Sektą kierują liderzy, mali ludzie o wybujałych ambicjach, którzy mocno wierzą w swoje ideały, za które mogliby nawet zabić. Żyją wprzeświadczeniu, że mają świętą misję, muszą ratować kraj przed złem, przed diabłem wcielonym – PO. Głoszą herezje, śpiewaną jak poezję. Uwielbiają demonizować i gloryfikować, są mistrzami matactwa i krętactwa. Tylko oni potrafią tak przeinaczać fakty i odwracać kota ogonem. Mają niesamowitą zdolność do odpowiadania na zadane pytanie w taki sposób, że szybciej wywinduje człowieka w kosmos niż uzyska się odpowiedź. Wspiera ich ojciec dyrektor Rydzyk, który razem ze swoją armią moherowych beretów są gotowi ruszyć, pod wybitnym dowództwem Jarosława Napoleona Kaczyńskiego, na pałac prezydencki.
Jarosław „Wielki” Napoleon Kaczyński, bo zapewne taki przydomek będzie widniał na licznych pomnikach w całej Polsce. Człowiek maluczki, ale jak wielkiej wiary we własną wielkość. PiS przekroczył, bardzo cienką granicę nacjonalizmu i zbliża się do faszyzmu. Propaganda Sekty jest ogromna, a swoją siłę buduje na katastrofie smoleńskiej. Ludzie współczuli J.N.K. po śmierci jego brata i szwagierki. Polska jedyne co potrafi robić dobrze, to współczuć i cierpieć. W historię naszego kraju już od wieków jest wpisana martyrologia. Dlatego J.N.K. uważa, że używając pompatycznych i nie prawdziwych sformułowań: „polegli, męczeńska śmierć, pomordowani”, dojdzie do władzy, której pragnie ponad wszystko. Dodatkowo oskarża o ten „mord” rząd i PO, co jest obrzydliwe i podłe. Fanatyzm J.N.K. sięga polskich Tatr i jest zaraźliwy jak grypa i śmiertelny jak nowotwór.  Mam nadzieję, że ta sekta umrze śmiercią naturalną. Dlatego tak ważne jest pójście do urn i oddać swój głos na normalność.
Już sam fakt, że pan J.N.K. mógłby zostać prezydentem jest przerażający i jak o tym myślę mam dreszcze! Polsko obudź się z letargu przejrzyj na oczy! Duce jest chory z nienawiści i rządzy władzy. Każdy kraj ma w swej historii chorego dyktatora: Włochy – Mussoliniego, Niemcy – Hitlera, Hiszpania- gen. Franco a Polska –Jarosława Kaczyńskiego. Proszę nie pozwólmy, żeby ten mały człowieczek zapisał się w naszej historii.
Przyznaję się, że w poglądach jestem trochę komunistką J Mamy niewiele możliwości wyboru: Po, SLD, Partia Zielonych albo nowo tworzący się Ruch Poparcia. Palikot  krzyczy nie tylko najgłośniej, ale moim zdaniem, krzyczy też najmądrzej. Jestem fanką Palikota, to szansa na normalność. Geje to też ludzie, religia w sferze sacrum, in vitro dla wszystkich i wiele innych ważnych postulatów. Trzymam kciuki panie Palikot!!!
Jeśli ktoś, kiedyś wpadnie na pomysł wysłania w kosmos rakiety z liderami PiS, to ja jako pierwsza rzucę groszem. W tak szczytny cel warto zainwestować J
Z pozdrowieniami Wasza Samantha.
                                                              J.N.K.

czwartek, 14 października 2010

Dodaj do znajomych

Na temat relacji międzyludzkich można mówić i mówić, pisać i pisać. Owe zagadnienie może być zawarte czy to w naukowych rozprawach czy w zwykłym potoku słów. Bliższy jest mi zdecydowanie drugi sposób uzewnętrzniania swoich myśli lub poglądów. Obawiam się jednak, że mogę być posądzona przez to o plecenie andronów ale jak to zwykło się mówić, chcąc dogodzić wszystkim nie dogodzisz nikomu. Tym bardziej, że od dogadzania na pewno nie jestem.

Do grona naszych przyjaciół, należy zazwyczaj niewielka ilość osób. Przynajmniej tak powinno to wglądać. Gorzej z oszacowaniem liczby znajomych, pogrupowaniem ich na znajomych tylko „na cześć” i tych „bliższych znajomych”. W liczeniu z pewnością pomagają niezastąpione portale, takie jak facebook czy nasza-klasa. Wyślij zaproszenie, przyjmij zaproszenie, zaakceptuj i już możemy poszczycić się kolejną znajomością. Na pewno też jesteśmy na bieżąco czytając codzienne wpisy. Dzięki temu wiemy co dzieje się u koleżanki kolegi naszej koleżanki i nie popełnimy towarzyskiego faux pas.

Ciekawie zaczyna się robić, gdy na ulicy spotkamy jednego z pięciuset szczęśliwców tworzących grupę naszych koleżanek czy kolegów na wyżej wymienionych stronach.

Schemat jest prosty. Najpierw zastanawiamy się dlaczego osoba z naprzeciwka uśmiecha się do nas. Po chwili przychodzi do głowy najprostsze rozwiązanie, a mianowicie, skądś ją znam (załóżmy że postać x to dziewczyna). Szybko analizując dane wiemy, kim jest, już nie tajemniczy osobnik. Następuje błysk oczu i na twarzy zjawia się prawdziwie szczery uśmiech. Kolejnym etapem jest dialog. Priorytetem jest cześć lub jego synonimy. Nie można też zapomnieć o pytaniach typu: co słychać, jak leci? O dziwo zawsze jest dobrze lub po staremu. Parę pomruków później trzeba się rozstać i wtedy nadchodzi czas, kiedy odczuwamy nieodpartą potrzebę przedłużenia konwersacji i rychłego zobaczenia. W tym momencie, konieczne jest przypomnienie drugiej osobie jak dawno się nie widzieliśmy uzmysłowienie jej że warto to nadrobić. Aby nie tracić czasu na szukanie i sprawdzanie w telefonie czy posiadamy numer koleżanki (i tak go tam nie ma), rzucamy na odchodne (ponieważ bardzo się spieszymy) odezwij się na n-k albo na facebooku. Dwie minuty później zapominamy o całej sprawie i tylko przy okazji opowiadamy „bliższym znajomym” o miłym spotkaniu. Na pytanie co u niej, odpowiadamy oczywiście: a wszystko dobrze!

Można się złościć lub nie ale tak wygląda współczesne podtrzymywanie znajomości. Mnie raczej nie ogarnia czarna rozpacz z tego powodu, może wywołuje mały uśmiech na twarzy. Przyznać jednak musze, że pierwsze co zrobiłam po powrocie z uczelni (no może drugie, pierwsza jest poczta), to sprawdziłam co nowego na facebooku. A nóż widelec ktoś dodał mnie do znajomych…

poniedziałek, 11 października 2010

Cierpienie w kolorze blue.

Obejrzałam wstrząsający dokument „Chiny w kolorze blue”. Młode Chinki w wieku do 17 lat, harujące jak woły po 20h dziennie, zaprogramowane jak roboty, wyzbyte bólu, dumy i uprzedzeń, szyją dla Nas jeansy.  Wiedziałam, że małe chińskie rączki są najtańsze na całym świecie. Nie wiedziałam tylko w jakich warunkach i za ile pracują (ok. 300zł miesięcznie). Poruszyło mnie to dogłębnie. Obozy pracy w Naszych czasach, wyzysk i cierpienie obok Nas i dla Nas. Nie pojmuję tej strasznej, globalnej polityki terroru. Jak można płacić fabryce za jeansy 8zł, kiedy w sklepie ceny wahają się od 100 do 400zł. Kto może tyle zarabiać na krzywdzie ludzkiej? Na pewno nie sprzedawcy, bo polskie rączki kosztują tylko 1000 zł miesięcznie! Fakt, że sprzedawcy pracują w lepszych warunkach a prawo pracy nie jest tak często łamane, jak w Chinach, nie upoważnia polskich koncernów do tak żenująco niskich zarobków.
            Podsumowując firma odzieżowa zarabia minimum około 100zł na parze jeansów!!! A My mamy uwierzyć w lepszą jakość droższych jeansów, jeśli wszystkie kosztują tyle samo czyli 8zł! Krwawy bzdet i wyświechtany slogan marek odzieżowych!
Wiem jedno nigdy nie kupię jeansów w normalnej cenie! Nie dość, że okupione są ludzką krwią w obozach pracy, to jeszcze mam tuczyć jakiś koncern! Kupię na wyprzedaży i przemyślę każdy zakup. Choć z drugiej strony, jeśli fabryka, w której pracuje Jasmin, nie będzie miała zleceń, to młoda chinka wyląduje na bruku. I koło się zamyka.


Polecam do obejrzenia poruszający film, z którego dowiecie się kto szyje Wasze jeansy. http://vod.onet.pl/chiny-w-kolorze-blue,6045,film.html