Obejrzałam wstrząsający dokument „Chiny w kolorze blue”. Młode Chinki w wieku do 17 lat, harujące jak woły po 20h dziennie, zaprogramowane jak roboty, wyzbyte bólu, dumy i uprzedzeń, szyją dla Nas jeansy. Wiedziałam, że małe chińskie rączki są najtańsze na całym świecie. Nie wiedziałam tylko w jakich warunkach i za ile pracują (ok. 300zł miesięcznie). Poruszyło mnie to dogłębnie. Obozy pracy w Naszych czasach, wyzysk i cierpienie obok Nas i dla Nas. Nie pojmuję tej strasznej, globalnej polityki terroru. Jak można płacić fabryce za jeansy 8zł, kiedy w sklepie ceny wahają się od 100 do 400zł. Kto może tyle zarabiać na krzywdzie ludzkiej? Na pewno nie sprzedawcy, bo polskie rączki kosztują tylko 1000 zł miesięcznie! Fakt, że sprzedawcy pracują w lepszych warunkach a prawo pracy nie jest tak często łamane, jak w Chinach, nie upoważnia polskich koncernów do tak żenująco niskich zarobków.
Podsumowując firma odzieżowa zarabia minimum około 100zł na parze jeansów!!! A My mamy uwierzyć w lepszą jakość droższych jeansów, jeśli wszystkie kosztują tyle samo czyli 8zł! Krwawy bzdet i wyświechtany slogan marek odzieżowych!
Wiem jedno nigdy nie kupię jeansów w normalnej cenie! Nie dość, że okupione są ludzką krwią w obozach pracy, to jeszcze mam tuczyć jakiś koncern! Kupię na wyprzedaży i przemyślę każdy zakup. Choć z drugiej strony, jeśli fabryka, w której pracuje Jasmin, nie będzie miała zleceń, to młoda chinka wyląduje na bruku. I koło się zamyka.
Polecam do obejrzenia poruszający film, z którego dowiecie się kto szyje Wasze jeansy. http://vod.onet.pl/chiny-w-kolorze-blue,6045,film.html

Najstraszniejsze w tym o czym piszesz jest fakt iż koło się zamyka. Przyjmując założenie, że nie będziemy w ogóle kupować w sieciówkach, które zaopatrują się w Chinach i pójdziemy uszyć wszystko do krawca (Ci już chyba nie tylko w naszym kraju są na wymarciu:( ) - dokonamy świadomego wyboru aby nie dać zarobić "ciuchowej" korporacji (jednakże mam tu na myśli nie tylko firmy odzieżowe, jak powszecnie wiadomo z Chin sprowadza się praktycznie wszystko z żywnością włącznie). I co z tego wyniknie? Załóżmy że podobnych wyborów dokonają całe zastępy potencjalnych klientów. Korporacja straci na tym niewiele, trochę więcej straci właściciel firmy produkcyjnej w Chinach, ale najwięcj straci przytoczona przez Ciebie Samantho Jasmin. Albo straci pracę, albo będzie zarabiać jeszcze mniej. Sam już nie wiem co jest mniejszym złem. jakie podejście do tej sytuacji miec i jak się zachować? Nie chcę aby biedna Jasmin straciła pracę ani żeby musiała przcować przez 22 godziny na dobę. Wiem jednak, że te grosze, ktore zarabia w Chinach utrzymają jednak nie tylko ją ale i jej rodzinę. Smutne jest to, że ani Ty ani ja ani dziesiątki ludzi wokół nas nie mamy wpływu na tę sytuację i sami nic nie zmienimy, bo aby ten proceder zakończyć potrzebne byłyby rozwiązania na poziomie rządów Państw np. Unii Europejskiej i Chin.
OdpowiedzUsuńJakkolwiek na to nie patrzeć, wiem że wyzysk jaki mam miejsce w Chinach ale nie tylko tam (Bangladesz, Turcja, Maroko) nie pozstawia mnie obojętnym. Tak samo nie jest mi obojętne to, że korporacje śmieją nam się w twarz, mamią promocjami obiecując najwyższą jakość za najniższą cenę i traktują nas jak wielki, bezkształtny twór, z którego portfela na ich konta płyną zyski.