Edyta Gorniak - Find Me

czwartek, 14 października 2010

Dodaj do znajomych

Na temat relacji międzyludzkich można mówić i mówić, pisać i pisać. Owe zagadnienie może być zawarte czy to w naukowych rozprawach czy w zwykłym potoku słów. Bliższy jest mi zdecydowanie drugi sposób uzewnętrzniania swoich myśli lub poglądów. Obawiam się jednak, że mogę być posądzona przez to o plecenie andronów ale jak to zwykło się mówić, chcąc dogodzić wszystkim nie dogodzisz nikomu. Tym bardziej, że od dogadzania na pewno nie jestem.

Do grona naszych przyjaciół, należy zazwyczaj niewielka ilość osób. Przynajmniej tak powinno to wglądać. Gorzej z oszacowaniem liczby znajomych, pogrupowaniem ich na znajomych tylko „na cześć” i tych „bliższych znajomych”. W liczeniu z pewnością pomagają niezastąpione portale, takie jak facebook czy nasza-klasa. Wyślij zaproszenie, przyjmij zaproszenie, zaakceptuj i już możemy poszczycić się kolejną znajomością. Na pewno też jesteśmy na bieżąco czytając codzienne wpisy. Dzięki temu wiemy co dzieje się u koleżanki kolegi naszej koleżanki i nie popełnimy towarzyskiego faux pas.

Ciekawie zaczyna się robić, gdy na ulicy spotkamy jednego z pięciuset szczęśliwców tworzących grupę naszych koleżanek czy kolegów na wyżej wymienionych stronach.

Schemat jest prosty. Najpierw zastanawiamy się dlaczego osoba z naprzeciwka uśmiecha się do nas. Po chwili przychodzi do głowy najprostsze rozwiązanie, a mianowicie, skądś ją znam (załóżmy że postać x to dziewczyna). Szybko analizując dane wiemy, kim jest, już nie tajemniczy osobnik. Następuje błysk oczu i na twarzy zjawia się prawdziwie szczery uśmiech. Kolejnym etapem jest dialog. Priorytetem jest cześć lub jego synonimy. Nie można też zapomnieć o pytaniach typu: co słychać, jak leci? O dziwo zawsze jest dobrze lub po staremu. Parę pomruków później trzeba się rozstać i wtedy nadchodzi czas, kiedy odczuwamy nieodpartą potrzebę przedłużenia konwersacji i rychłego zobaczenia. W tym momencie, konieczne jest przypomnienie drugiej osobie jak dawno się nie widzieliśmy uzmysłowienie jej że warto to nadrobić. Aby nie tracić czasu na szukanie i sprawdzanie w telefonie czy posiadamy numer koleżanki (i tak go tam nie ma), rzucamy na odchodne (ponieważ bardzo się spieszymy) odezwij się na n-k albo na facebooku. Dwie minuty później zapominamy o całej sprawie i tylko przy okazji opowiadamy „bliższym znajomym” o miłym spotkaniu. Na pytanie co u niej, odpowiadamy oczywiście: a wszystko dobrze!

Można się złościć lub nie ale tak wygląda współczesne podtrzymywanie znajomości. Mnie raczej nie ogarnia czarna rozpacz z tego powodu, może wywołuje mały uśmiech na twarzy. Przyznać jednak musze, że pierwsze co zrobiłam po powrocie z uczelni (no może drugie, pierwsza jest poczta), to sprawdziłam co nowego na facebooku. A nóż widelec ktoś dodał mnie do znajomych…

2 komentarze:

  1. W swoim poście poruszasz odwieczny problem i dylemat pomiędzy jakością i ilością? Co wybrać? Czy lepiej miec 500 znajomych na FB i NK czy 1 prawdziwego przyjeaciela i kilku znajomych? Jak dla mnie odpowiedź jest jasna i oczywista. Ja zawsze wybieram jakość a nie ilość. Zdarzało mi się pytać znajomych o jakąś osobę, która jest w gronie jej przyjaciół na przykład na NK, po czym słyszę - a to ja mam kogoś takiego wśród znajomych? Na co odpowiadam: To nie pamiętasz kogo masz w gronie swych znajomych? I tak to mniej więcej - klikanie jak na wyściagach aby liczba przy ilości zanojmych była coraz większa.
    Tak jak MARGINES pisze w swym poście, że takie spotkania na ulicy z 'naszoklasowymi' znajomymi po długim czasie ich niewidzenia i barku kontaktu bywają trochę dziwne a czasem niezręczne - tak ja stwierdzam, że za dziwne i trochę niekulturalne uważam zapraszanie do swego grona znajomych, z którymi nie mamy kontaktu od x lat, 'klikamy' na nich, 'wpadaja' do naszej listy znajomych i na tym koniec! Ani cześć, ani 'jak sie masz', ani 'miło Cie widziec'. To zbyt trudne by napisac do takiej osoby choc pare slow. Przyznam się szczerze, że krytykuję takie postępowanie a sam tak robię czasami..... niestety.
    Uważam, że portale społecznościowe powinny nam slużyć do podtrzymywania znajomości i komunikoawnia się z ludźmi - więc korzystajmy z tego. Piszmy do siebie, kontaktujemy się - a nie wrzucajmy do "worka" twarzy i nazwisk, aby móc innym zaimponować, że duży mamy ten "worek", gdyż pewnego dnia może się okazać, że w momencie kryzysowym, gdy będziemy potrzebowali aby ktoś był blisko nas, nawet niekoniecznie fizycznie, tylko wirtualnie, to wtedy możemy się gorzko rozczarować (po części sami sobie będziemy winni), okazać się może, że ten 'worek" jest dla nas pusty i nie znajdzie się nawet 1 osoba, która by chciała poświęcić nam swój czas i uwagę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Margines ma rację. Popularność na tego typu portalach jest dla próżnych osób bardzo ważna. Bez względu na jakość tych znajomości a nawet kiepską powierzchowność pewnych person. Jedyne co się liczy to licznik, to prawie jak zaliczanie kiepskiego towaru. No cóż grozi to tylko ewentualną niestrawnością :)

    OdpowiedzUsuń